![]() |
Chodzą do pracy pierwotniacy Niby porządni, ale nijacy Pełzną z mozołem, po swoich dróżkach Na swych wspaniałych, niby nóżkach W przodzie dyrektor, wielka ameba I sekretarka, jego potrzeba Za nim księgowa, co zna przekręty I magazynier jak zawsze nadęty Majster z kadrową też człapie z wolna I robotników, grupa frywolna Która do pracy się nie kwapi Dzisiaj zaś zgoła jest inaczej W kolejce stają, czekają cierpliwie Ta myśli o seksie, ten zaś o piwie Wszyscy zaś w głowie kalkulują Jak swe pobory rozdysponują Jeden już myśli że z wypłaty Ureguluje zaległe raty Drugi obmyśla sposób w jaki Przed żoną skryje zaskórniaki Księgowa sprytnie zaczyna rachować Jak przed fiskusem gotówkę schować Pieniądz, każdy mierzy swoją miarką Szczególnie Boss ze swą sekretarką On chce przejąć w całości gotówkę Ona wydzielać mu, każdą złotówkę Od problemów, wszystkich boli główka Tymczasem znika kasjer i cała gotówka Kasjer za pieniądze wyjęte z kasy Zakupuje ekskluzywne wczasy Plan jego jednak diabli wzięli Nim wyleciał, wnet znalazł się w celi Reszta na wypłatę do dzisiaj czeka Bo jak znaleźć uczciwego człeka Który powstrzyma kusicielskie żądze I bezpiecznie wypłaci zaległe pieniądze. Chcesz wyjść z takiej historii bez szwanku Skieruj się szybko do najbliższego banku I podaj dokładnie numer mojego konta Więcej swej głowy tym nie zaprzątaj |